kapelanpolicji.pl


Idź do treści

Dar Syna

Homilie



Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny. Bo nie posłał Bóg Syna na świat, aby sądził świat, lecz aby świat był przez niego zbawiony. Kto wierzy w niego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już jest osądzony dlatego, że nie uwierzył w imię jednorodzonego Syna Bożego. A na tym polega sąd, że światłość przyszła na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność, bo ich uczynki były złe. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światłości i nie zbliża się do światłości, aby nie ujawniono jego uczynków. Lecz kto postępuje zgodnie z prawdą, dąży do światłości, aby wyszło na jaw, że uczynki jego są dokonane w Bogu.

J 3,16-21

„Bóg Syna swego jednorodzonego dał”

jako owoc swojej miłości do nas,
gdyż chce, abyśmy byli zbawieni,
w wierze, która zmierza ku światłości.

*

Niewiele trzeba słów, by wypowiedzieć najdonośniejsze wydarzenie, jakie miało miejsce w dziejach świata: Bóg stał się człowiekiem. – Z Dziewicy zrodził się na świat – jak powiada znana pieśń – by bratem moim zostać.

Kiedy to słyszymy, przypominają się nam słowa ewangelicznych przekazów wieści o tym wydarzeniu. One prowadzą do Betlehem – mieściny o wdzięcznej nazwie: Dom chleba. Taka nazwa zapowiada obfitość posilenia.

Obecność Syna Bożego w świecie zaistniała niepostrzeżenie, bez splendoru, bez fanfar, ogłoszeń, zgiełku reklamy, bez medialnego szumu.

Boże bogactwo posilenia znajduje swoje pierwsze schronienie w stajni, na uboczu... Sprawy naprawdę wielkie dokonują się w cichości, a jednak torują sobie drogę do ludzkiego serca, by wnosić w nie światłość dnia, który już się rozpoczął, nastał, albowiem bóg tak umiłował świat i powziął myśl, i w czyn ją przemienia, by wziąć człowieka w swoją opiekę, której pełnią jest zbawienie przez Syna.

Narodzony w Betlehem powie: „Ja jestem chlebem żywota” i uczyni się nim dla nas w u swego stołu. Zawsze idzie o jego wejście w historię – nie tylko w dzieje świata, ale przede wszystkim w dzieje człowieka – w Twoje i moje serce.

W wieczór wigilijny kierujemy myśli do żłobka i stajenki. Tam leży Dzieciątko, przypatrzcie mu się – wzywają słowa kolędy. Pojawia się refleksja: oto otrzymaliśmy ufność dziecięcia, jego niewinność, a z tą refleksją szybkie zastanowienie – a jakie będzie życie? Jakoby w odpowiedzi otrzymujemy obraz już pełnoletniego Nauczyciela i cudownego lekarza, który niezmiennie trwa w ufnej więzi z Ojcem i niesie swoją niewinność i sprawiedliwość nam, ludziom, aby na nmas i dla nas spełniony był cel jego wcielenia, owego cudu, że Słowo ciałem się stało, że święty wszedł między grzeszników.

**

Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny.

To jest dobre, że nas Słowo Boże w wigilijny wieczór nie tylko do żłobka i stajenki prowadzi, że nas nie tylko kieruje do wzruszeń nad tą Dzieciną w takim ubóstwie powitą, ale że nas sam Chrystus wzywa do uważnego zastanowienia nad bogactwem, które On przyniósł na świat.

Boży dar zbawienia, żywota wiecznego, przywrócenia godności dzieci Bożych – oto dlaczego zaistniała ta noc, w której „Słowo ciałem się stało.”

Czy nie jest tak, że kiedy objawiony jest nam cel przyjścia Bożego w Jezusie Chrystusie do nas, wtedy nasze oczy otwierać się muszą na nasz niedostatek, brak, ubóstwo? Do kogóż przychodzi bowiem ten Syn, którego Bóg posłał na świat, aby każdy kto w niego wierzy nie zginął? – Czy do sprawiedliwych? Może do tych, którzy niczego nie potrzebują – nie potrzebują lekarza?

Wydaje się być wymownym, że Syn Boży przyszedł na świat w tym czasie, gdy „wszyscy szli do spisu, każdy do miasta swego”, zatem gdy wędrowali za swoim urodzeniem. W tych drogach ogląda się życie z jego zdobyczą wiodącą ku zadowoleniu, ale też z treściami, które oczy przywodzą do łez, a serce do żalu i skruchy. W te zastanowienia są skierowane słowa anielskiego zwiastowania: „Nie bójcie się, bo oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem wszystkiego ludu, gdyż dziś narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan, w mieście Dawidowym.” – „narodził się wam” „aby każdy, kto weń wierzy nie zginął.” – Tu o nas chodzi. O grzeszników. To ku nam otwiera się miłość Boga, który przychodzi w Jezusie Chrystusie, aby to Dziecię w żłób złożone uczynić nie tylko objawiającym prawdę Nauczycielem, ale ofiarą przebłagania za nasze grzechy. Czy wobec tej miłości możemy przejść niewzruszenie? Czy zwiastowanie jej zaistnienia wolno nam traktować jako rzecz, która już tyle razy była?

Tu powinno się w nas odezwać pytanie Psalmisty: „Czymże jest człowiek, że nań pamiętasz?

Oto Bóg skłania się ku swojemu stworzeniu i to takiemu jakim ono jest. Cóż mu dać możemy? On jednak przyznaje się do nas, staje się człowiekiem, by nas prowadzić do swoich wielkich przeznaczeń. Albowiem nas umiłował...

***

Jak tej miłości odpowiemy? Czy tu dosyć jest choćby najwspanialszego świątecznego obrządku, godowych wzruszeń przy świątecznym stole, naszej uroczystej serdeczności? W rozmowie z Nikodemem, której fragment wyznaczył Kościół do naszych rozważań w Wigilijny Wieczór, Chrystus kładzie bardzo mocny nacisk na fakt, że miłość Boża, która sięga człowieka jest powołaniem do nowego życia, do życia w nowej relacji z Bogiem, tj. do życia w wierze. Raz po raz rozbrzmiewają w tym tekście znamienne słowa: „Kto w Niego wierzy...”

To jest wielka rzecz – wiara. Trzeba by wiele słów by ją opisać. Nie idzie jednak o słowa i definicje. Idzie o życie, by w nim było miejsce na Jezusa. By On nam był drogą, prawdą i życiem. To zdarza się tam, gdzie dochodzi do swej realizacji bardzo obrazowa Lutrowa definicja wiary: „zawisnąć Chrystusowi na karku” albo: „Mieć ... Boga – możesz to łatwo pojąć – nie znaczy uchwycić Go i ująć rękami ani też włożyć Go do sakiewki lub zamknąć w skrzyni. Mieć Go, znaczy uchwycić się Go sercem i zawisnąć na Nim. Zawisnąć zaś na Nim sercem nie znaczy nic innego, jak tylko całkowicie na Nim polegać.”

Zatem zaufać Chrystusowi w Betlehem narodzonemu, by każdego dnia okazała się prawda tych słów: Bóg Syna swego jednorodzonego dał...


Bóg się rodzi, moc truchleje.
Pan niebiosów obnażony;
Ogień krzepnie, blask ciemnieje,
Ma granice Nieskończony.
Wzgardzony — okryty chwałą,
Śmiertelny — Król nad wiekami.
A Słowo ciałem się stało
I mieszkało między nami.

– Gdzie? W ludzkim sercu – Twoim i moim. To niech będzie życzeniem naszym, co mówię, prawdą dni. Amen.

ks. Tadeusz Konik


Powrót do treści | Wróć do menu głównego